Witold Orłowski

Artykuły - Witold Orłowski (67)

Filmy - Witold Orłowski (10)

  • Orłowski: Jeśli będziemy szli przez 10 lat w tę samą stronę to dojdziemy do skraju przepaści

    Czy Polskę czeka scenariusz grecki i czy to oznacza bankructwo? "Przez scenariusz grecki nie rozumiałem samego bankructwa. Od bankructwa jesteśmy w tej chwili długie, długie lata" - stwierdził w Popołudniowej rozmowie w RMF FM ekonomista, prof. Witold Orłowski. "Scenariusz grecki to jest sytuacja, w której partie uznają, że jedyny sposób wygrania wyborów to jest kupowanie przed każdymi wyborami głosów wyborców - obiecywanie, przebicie przeciwnika, jeśli chodzi o obietnice, dostarczanie tych obietnic - oczywiście na kredyt" - tłumaczył. "Nigdy nie mówiłem, że budżet się zawali. Jesteśmy bardzo daleko od jakiejkolwiek katastrofy, ale idziemy w taką stronę, że jeśli będziemy szli przez najbliższe 10 lat w tę samą stronę to dojdziemy do skraju przepaści" - podkreślił. Orłowski: Raport SGH, na który powołuje się Kaczyński to czysta arytmetyczna wyliczanka „Raport SGH, na który powołuje się Jarosław Kaczyński to czysta arytmetyczna wyliczanka” – tak prof. Witold Orłowski skomentował dane, w oparciu o które prezes PiS przekonuje, że Polska w ciągu 20 lat dogoni gospodarczo Niemcy. „Dogonimy Niemcy tylko wtedy, gdy zmusimy je do reparacji wojennych. Ale na ten wariant bym nie liczył” – żartował profesor. Marcin Zaborski zapytał też o przyszłość systemu emerytalnego po zniesieniu limitu 30-krotności składki ZUS. Orłowski uważa, że na tym zabiegu zyska jedynie państwo. Według ekonomisty dużo wyższe składki nie przełożą się na wysokie emerytury, bo państwa nie będzie stać na ich wypłacanie. Padło też pytanie o wyrok TSUE w sprawie „frankowiczów”, który ma zapaść 3 października. „Jeśli wyrok TSUE będzie po myśli "frankowiczów", to będzie nas to dużo kosztowało. Ale nie przewiduję katastrofy” – odpowiedział profesor. „Banki mogą mieć problem z udźwignięciem ewentualnego niekorzystnego dla nich wyroku TSUE i trzeba je będzie ratować publicznymi pieniędzmi” – dodał Orłowski
  • Orłowski: Jeśli będziemy szli przez 10 lat w tę samą stronę to dojdziemy do skraju przepaści

    Czy Polskę czeka scenariusz grecki i czy to oznacza bankructwo? "Przez scenariusz grecki nie rozumiałem samego bankructwa. Od bankructwa jesteśmy w tej chwili długie, długie lata" - stwierdził w Popołudniowej rozmowie w RMF FM ekonomista, prof. Witold Orłowski. "Scenariusz grecki to jest sytuacja, w której partie uznają, że jedyny sposób wygrania wyborów to jest kupowanie przed każdymi wyborami głosów wyborców - obiecywanie, przebicie przeciwnika, jeśli chodzi o obietnice, dostarczanie tych obietnic - oczywiście na kredyt" - tłumaczył. "Nigdy nie mówiłem, że budżet się zawali. Jesteśmy bardzo daleko od jakiejkolwiek katastrofy, ale idziemy w taką stronę, że jeśli będziemy szli przez najbliższe 10 lat w tę samą stronę to dojdziemy do skraju przepaści" - podkreślił. Orłowski: Raport SGH, na który powołuje się Kaczyński to czysta arytmetyczna wyliczanka „Raport SGH, na który powołuje się Jarosław Kaczyński to czysta arytmetyczna wyliczanka” – tak prof. Witold Orłowski skomentował dane, w oparciu o które prezes PiS przekonuje, że Polska w ciągu 20 lat dogoni gospodarczo Niemcy. „Dogonimy Niemcy tylko wtedy, gdy zmusimy je do reparacji wojennych. Ale na ten wariant bym nie liczył” – żartował profesor. Marcin Zaborski zapytał też o przyszłość systemu emerytalnego po zniesieniu limitu 30-krotności składki ZUS. Orłowski uważa, że na tym zabiegu zyska jedynie państwo. Według ekonomisty dużo wyższe składki nie przełożą się na wysokie emerytury, bo państwa nie będzie stać na ich wypłacanie. Padło też pytanie o wyrok TSUE w sprawie „frankowiczów”, który ma zapaść 3 października. „Jeśli wyrok TSUE będzie po myśli "frankowiczów", to będzie nas to dużo kosztowało. Ale nie przewiduję katastrofy” – odpowiedział profesor. „Banki mogą mieć problem z udźwignięciem ewentualnego niekorzystnego dla nich wyroku TSUE i trzeba je będzie ratować publicznymi pieniędzmi” – dodał Orłowski
  • Prof. Orłowski: Bal jest. Czeka nas kac. Rząd nie przejmuje się rachunkiem, który przyjdzie zapłacić

    „Podwyżka płacy minimalnej jest trochę zbyt duża jak na nasze możliwości. Spowoduje, że szara strefa zacznie być bardziej szara, bardziej opłacalna” – mówi o zapowiedziach podniesienia w przyszłym roku płacy minimalnej do 2 tys. złotych, gość Kontrwywiadu RMF FM, ekonomista i członek Narodowej Rady Rozwoju prof. Witold Orłowski. Jego zdaniem zdrowa relacja płacy minimalnej do płacy przeciętnej to 40 proc. „Rząd kupuje głosy wyborcze. To nieliczenie się konsekwencjami, bo ważniejsze jest zdobycie dodatkowego miliona, a konsekwencjami ktoś będzie się martwił za 5 lat” – uważa ekonomista. Dodaje, że gospodarcze działania rządu „to oczywiście rozruszanie gospodarki”, bo „jeśli oszczędzamy na samochód i w pewnym momencie decydujemy, że idziemy zabalować, to rozpędzamy nasze życie osobiste”. „W tej chwili to, co rząd robi, to zmniejszanie oszczędności. Bal jest. Za bal zwykło się kiedyś płacić rachunek, ale chwilowo nikt się tym nie przejmuje. Jeśli wciąż to będzie się działo w takim tempie, to czeka nas kac” – ocenia prof. Orłowski. Pytany o to, czy jako członek Narodowej Rady Rozwoju doradzałby prezydentowi podpisanie ustawy o płacy minimalnej odpowiada, że „prezydent i tak ją podpisze”. „Nie pytając o zdanie. Nie mam cienia wątpliwości, jak się będzie zachowywać” – dodaje.
  • Prof. Witold Orłowski: To wszystko skończy się podwyższeniem podatków

    "500 złotych na dziecko to niesłychanie kosztowna rzecz. To niewątpliwie pomysł polityczny, a nie ekonomiczny. Polityka mówi wyraźnie: powiedzieliśmy, że każdy dostanie, rozszarpią nas, jak ktoś nie dostanie. Pieniądze można wydawać przez np. inwestowanie w edukację. To byłby lepszy sposób zmotywowania do posiadania dzieci" - mówi gość Kontrwywiadu RMF FM, ekonomista prof. Witold Orłowski, członek prezydenckiej Narodowej Rady Rozwoju. "Zdrowy rozsądek mówi wyraźnie: jeśli 500 zł, to trzeba wspierać ubogich, zamożniejszym nie należy dawać. Naiwne wypowiedzi, że jak ktoś jest zamożny, to niech się nie zgłasza po 500 zł - przepraszam, to są kpiny" - dodaje profesor.