Film - recenzja

Artykuły - Recenzja (101)

  • ​"Pewnego razu... w Hollywood" [recenzja]: Kino, moja miłość

    ​"Pewnego razu... w Hollywood" [recenzja]: Kino, moja miłość

    Dokładnie ćwierć wieku temu, w maju 1994, Quentin Tarantino zaprezentował światu "Pulp Fiction" i odebrał Złotą Palmę w canneńskim Teatrze Lumiere. Gdy po latach wraca na najważniejszy festiwal filmowy świata, nie obchodzi rocznicy ani uroczyście, ani hucznie. Pierwszego dnia, zaraz po wylądowaniu, pojawił się na premierze nowego filmu Yinan Diao. Kolejne podobno spędził w swojej Narni - na sali kinowej, pochłonięty tym, co przywieźli koledzy. Tarantino nie przyleciał do Cannes, by rywalizować o uwagę czy indywidualne nagrody. Zrobił to z miłości do kina, która stanowi 120 procent jego życia. Z tych samych powodów powstało "Pewnego razu... w Hollywood".
  • "Całe szczęście" [recenzja]: To właśnie komedia

    "Całe szczęście" [recenzja]: To właśnie komedia

    Kiedy na wieść o kolejnej polskiej komedii, z podejrzeniem romantycznej, widz się cieszy, krytyk drży i się lęka. Tym bardziej oddycha z ulgą, jeśli film okaże się nie tylko rzeczą udaną, ale do tego zrobioną ze smakiem, wdziękiem i znawstwem rzemiosła. A "Całe szczęście" jest właśnie takim mile zaskakującym dziełem, które bez skrępowania i konsekwencji można śmiało każdemu polecić.
  • "Wspomnienie lata" [recenzja]: Koniec dzieciństwa

    "Wspomnienie lata" [recenzja]: Koniec dzieciństwa

    "Wspomnienie lata" to subtelnie odmalowany portret relacji matki i syna, a także piękny portret osamotnionej kobiety. Adam Guziński powraca po dekadzie w kolejnej historii o końcu dzieciństwa.
  • "Mur" [recenzja]: Polski są dwie

    "Mur" [recenzja]: Polski są dwie

    W pełnometrażowym debiucie reżyserskim Dariusza Glazera Polski są dwie, stolice zresztą też. Jest Warszawa klasy A, jest Warszawa klasy B. Wyróżnikiem pierwszej są metkowane ciuchy i wypchane bankowe konta. Znakiem rozpoznawczym drugiej - praca bez umowy i wino za mniej niż 20 zł.
  • "Twarz anioła" [recenzja]: Od Dantego do Winterbottoma

    "Twarz anioła" [recenzja]: Od Dantego do Winterbottoma

    "Twarz anioła" jest świetnie zmontowana i ma dobre tempo. Ma też przytłaczający bagaż intelektualnych odniesień, które powodują, że kiedy film dobiega końca, pada z wycieńczenia. W czym wtóruje mu widz.
  • "THE DUFF [#ta brzydka i gruba]" [recenzja]: W szkole jak w dżungli

    "THE DUFF [#ta brzydka i gruba]" [recenzja]: W szkole jak w dżungli

    "The DUFF [#ta brzydka i gruba]" korzysta z konceptu pokazania szkoły jako dżungli, w której rządzą najsilniejsi/najpiękniejsi. A więc zamysłu, który w kinie interesująco wykorzystali już wcześniej inni filmowcy.
  • "Nie ma tego złego" [recenzja]: Dlaczego Leo nie jest do kitu

    "Nie ma tego złego" [recenzja]: Dlaczego Leo nie jest do kitu

    Leo zdobywa nieoczekiwaną sławę, dzięki blogowi byłej żony o jego wadach i równie nieoczekiwanie zakochuje się w nieznajomej kobiecie w dniu jej ślubu. Wszystko jest możliwe w tej uroczej, acz przewidywalnej do bólu kanadyjskiej komedii romantycznej.
  • "Transcendencja" [recenzja]: Technofobia/Technofilia

    "Transcendencja" [recenzja]: Technofobia/Technofilia

    "Wczoraj dr Will Caster był tylko człowiekiem", głosi przywołujący na myśl lata 90. tagline "Transcendencji". Rzeczywiście, Will Caster, grany przez apatycznego Johnny'ego Deppa, specjalista od sztucznej inteligencji, przestaje być człowiekiem i dzięki nauce staje się bogiem. Reżyserski debiut Wally'ego Pfistera jest filmem z pogranicza fantastyki naukowej i religijnej przypowieści: Najnowszym Testamentem, w którym ludzkość postanawia samemu sięgnąć nieba.
  • "Szukając Vivian Maier" [recenzja]: Kobieta za kamerą

    "Szukając Vivian Maier" [recenzja]: Kobieta za kamerą

    Świat usłyszał o niej pięć lat po jej śmierci. John Maloof stanął na głowie, by wznieść ją na piedestał. Kim jest Vivian Maier? Zwyczajną nianią? A może światowej sławy fotografką? Kobietą o dwóch twarzach czy pękniętej tożsamości?
  • "Camille Claudel, 1915" [recenzja]: Niedosyt

    "Camille Claudel, 1915" [recenzja]: Niedosyt

    Od lat Bruno Dumont kroczy własną filmową ścieżką, nigdy niczego nie ułatwia widowni, nie uznaje kompromisów. "Camille Claudel, 1915" nie stanowi tu wyjątku.