poród siłami natury

Filmy - Poród siłami natury (2)

  • Groźna moda na cesarskie cięcie. Lekarze zaniepokojeni

    W Brazylii ponad połowa dzieci (56 procent) przychodzi na świat przez cesarskie cięcie. Popularność rodzenia „z pomocą” chirurga niepokoi tamtejsze władze, ale kobiety bronią swojego prawa do tej metody porodu. - To sposób na uniknięcie bólu – przekonuje Paula Bachi, mama małego Raphaela. – Można też wybrać datę porodu, tak, by mieć pewność, że w tej ważnej chwili będzie przy nas rodzina. Zabieg cesarskiego cięcia jest szczególnie rozpowszechniony w prywatnych klinikach położniczych działających na brazylijskim rynku. Jest szybki i przewidywalny, a lekarz poświęca na jego przeprowadzenie mniej czasu niż na czuwanie przy rodzącej przez wiele godzin kobiecie. Specjaliści przestrzegają jednak: cesarka wykonywana na życzenie nie jest pozbawiona ryzyka. Często wykonuje się ją jeszcze przed pierwszymi skurczami; może spowodować u noworodka zaburzenia oddychania. – Musimy na nowo zacząć doceniać poród naturalny. Ta ogromna liczba cesarskich cięć to prawdziwy problem - mówi Arthur Chioro, minister zdrowia Brazylii. Ministerstwo podjęło już konkretne działania, by skłonić kobiety do rodzenia siłami natury. Wdrożono m.in. program pilotażowy mający uczynić poród naturalny bardziej „przyjaznym” dla rodzącej.
  • Anna Wendzikowska: Decyzja o porodzie przez cesarskie cięcie to nie fanaberia

    Anna Wendzikowska twierdzi, że decyzję o urodzeniu dziecka przez cesarskie cięcie podjęła świadomie, znając swoje możliwości i stopień odporności na ból. Przyznaje również, że nie zwraca uwagi na krytyczne komentarze na temat jej wypowiedzi w programie "Dzień Dobry TVN". A te posypały się lawinowo. W programie "Dzień Dobry TVN" Wendzikowska powiedziała, że boi się bólu związanego z porodem. Jej obawa przed rodzeniem siłami natury wynika z zasłyszanych historii innych matek i doświadczeń jej kuzynki, która pierwsze dziecko rodziła... ponad dobę. – Moje decyzje, opinie i plany to nie jest fanaberia. To wszystko jest uzasadnione i wyważone, poparte przemyśleniami, argumentami - mówi dziennikarka. Jak dodaje, nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej wypowiedź może być tak szeroko komentowana w mediach. - Czasami w różnych takich sytuacjach przypominam sobie, że żyjemy w Polsce i że tutaj bardzo dużo osób uzurpuje sobie prawo do oceniania działań innych osób, nie zwracając uwagi na to, że to nie dotyczy nikogo innego poza mną - mówi Wendzikowska. Wypowiedź Wendzikowskiej, a zwłaszcza jej wyznanie o cierpieniu spowodowanym bolesnymi miesiączkami, wykpiła m.in. Karolina Korwin-Piotrowska. Wystąpienie przyszłej matki w programie śniadaniowym określiła jako „zejście poniżej pasa”.